To oczywiste, że macie całkowitą rację zabraniając swoim nie całkiem dorosłym jeszcze pociechom jazdy na motocyklach, motorowerach, mopedach, skuterach i tym podobnych wariackich jednośladowych wynalazkach. Motocykl jest niebezpieczny. Motocykl jest bardzo niebezpieczny. Być może niektórzy z Was, Ojców mają w pamięci swoje młodzieńcze wyczyny na WFM-ce, Jawie czy Junaku… Włos się jeży, że włae rodzone dziecię mogłoby tak imo… Lepiej niech się owo ‚..aecię weźmie za coś bezpieczniejszego. Na przykład za narciarstwo. Chociaż z drugiej strony patrząc – zbocza ośnieżonej góry bywają strome, a w dole dorodne i masywne świerki rosną, chatki góralskie stoją, również innych przeszkód stałych i twar-iych bez liku. A tu ani hamul-w, ani klaksonu… O rety… Też uebezpiecznie. Więc może ro-ver? Ba! Na biednego kolarza v naszym kraju uwzięli się chy-oa wszyscy inni użytkownicy ruchu drogowego. Wystarczy tylko wyobrazić sobie szesnastotono-wego Tira wyprzedzającego naszą pociechę w odległości pół metra z różnicą prędkości około sześćdziesiątki na godzinę… Czy wobec tego jest coś bezpieczniejszego na naszym świecie końca XX wieku? Zastanówmy się. Za powszechnie bezpieczne uważa się na przykład latanie samolotem. W charakterze pasażera, oczywiście. Miliony ludzi na całej ziemi czyni to codziennie. Gdybyście jednak, Szanowni Rodzice postali lub posiedzieli przez kilka dni z rzędu na końcu pasa startowego, doszlibyście do niechybnego wniosku, że owa przemyślnie poskręcana i ponitowa-na wielotonowa kupa złomu trafia z nieba zazwyczaj prosto na betonową ścieżkę i nie rozmaśla się na niej w kawałeczkach tylko pod wpływem kolejnego, szczęśliwego zrządzenia losu. Jaka no tam kupa złomu! – oburzycie się. Samolot to najnowocześniejsza technika! Jejku, jejku… Gdybyście zapoznali się bliżej z tą nowoczesną techniką, która jak w samochodzie sprowadza się do tego, by aeroplan był lekki, tani, cichy i konsumował przy tym jak najmniej paliwa… / dobrze, wystarczy! Wasz dzieciak nie będziełatał samolotem. Niech po prostu* siedzi w domu! Zgoda! Będzie siedział. Czasami będzie też wychodził. W końcu czymś tam musi się zająć. Wszystko będzie według Waszej woli, aż pewnego dnia przekonacie się, że chłoptaś jest jakiś nieswój. Może to zdarzyć się kilkakrotnie. Nie od razu rozpoznacie narkotyczny „haj”. Może latorośl chce jeż- dzić na motocyklach, co oznacza, że jest to osobnik tętniący życiem, rozpiera go energia wewnętrzna i na pewno nie zasługuje na miano „kluchy”. Co będzie, gdy pewnego dnia wyciągając go za owłosienie z komisariatu przekonacie się, że x wraz z kolegami wybrał się na „radij-ka” albo, co gorsza, na „beemki”. Nie i wiecie co to znaczy? Nigdy nie zginęło Warn radio z samochodu? Nie słyszeliście, że mlodziankowie lubią przejechać się samochodem BMW? Czy wiecie, że olbrzymia większość dzieciaków, tak, właśnie dzieciaków, dokonuje tych czynów po to, by doznać dreszczyku emocji, by zabulgotać adrenaliną? „Mój syn tego by nie zrobił!” – to powie każdy rodzic. Oby się nie mylił. Zastanówcie się Szanowni Rodzice, motocykl to nie tylko niepokój w rodzaju „gdzie on pojechał, kiedy wróci i czy mu się nic nie stało”. Motocykl to pewność, że zwariowany młodzian każdą ziotóweczkę, każdy grosik pozamienia na rozliczne śrubeczki, dźwigienki, łańcuszki, śrubokręci-ki, uszczeleczki, a nie na kompot makowy albo „koks”, albo choćby ogólnie znaną flaszkę z przezroczystym płynem. Motocykl to pewność, że będzie w piwnicy lub w garażu, skąd znacznie łatwiej go wyciągnąć niż z dyskoteki, remizy lub innego „ubawu”. Be-‚ dzie wtedy tylko w stanie siln&-:-go ubrudzenia, ale nie kiwania”” promilowego. Motocykl wreszcie to możliwość skutecznego szantażu z Waszej strony (cóż, życie jest brutalne!) w rodzaju: „pokaż no synu dzienniczek i zaraz zobaczymy czy nadal jesteś motocyklistą”. Kochani Rodzice! Gdy Wasza pociecha zacznie coś tam niezrozumiale bełkotać o chęci posiadania motocykla… Cytując Jeremiego Przyborę: „Narzucać tej prawdy nie chcemy Warn, lecz/ prosimy Kochani, przemyślcież tę rzecz”. Może nie macie racji zabraniając…