Opowiadanie o Czerwonym Kapturku

Za górami, za lasami mieszkał sobie Czerwony Kapturek. Kapturek miał babcię, która mieszkała bardzo ( oj bardzo ) daleko. Częste rozmowy telefoniczne , liczne sms-y, czy nawet pogaduchy na ircu nie były zastąpić bezpośredniego kontaktu z babusią. Odkąd zlikwidowali ostatnie połączenie autobusowe, Kapturek nie miał jak się dostać do ukochanej i schorowanej babci.
-Kurde, że też musieli zlikwidować tego PKS-a! -denerwował się Kapturek.
-Jak ja się teraz dostanę do babci. Wiem! Kupię sobie samochód. Tak jest. Samochód to jest to! Tylko kasy nie mam za bardzo na autko, no chyba że jakiegoś kaszla przywalę – rozmyślał głośno Kapturek. Cała sobota upłynęła na wertowaniu ogłoszeń. Wypatrzył jeden taki egzemplarz, który go interesował, a mianowicie Tarpan (2550 D). Cena spoko, na zdjęciu też ładnie wyglądał. Więc Czerwony Kapturek udał się po autko. Jednak po drodze zauważył na drzewie ogłoszenie następującej treści: „Sprzedam Komara 2, wersja wojskowa, po tuningu – TANIO tel.0-601…”. – To jest to! Zawsze marzyłem o swoim motocykl… motorowerze – wrzasnął uradowany Kapturek – pie… Tarpana, pie… Tarpana – powtarzał jak opętany. Czerwony Kapturek natychmiast zadzwonił pod podany telefon i umówił sią na następny dzień. Tego dnia Kapturek wstał wcześniej i poszedł do lisa (bo to on chciał opchnąć Komarka.).
– Komar jest najlepszy i Tarpany pieprzy, Komar jest najlepszy i Tarpany piepszy – podśpiewywał sobie Kapturek. Lis pokazał co i jak, dał się nawet przejechać Kapturkowi, no i po godzinie doszło do transakcji. I wypadałoby powiedzieć kilka słów o motoc… motorowerze. Komar jak Komar, każdy wie: biegi w ręce, dwa pedały, dwa biegi, etc. Aha, wersja wojskowa polegała tylko na tym, że był on pomalowany na kolor khaki, bo ponoć Lis chciał nim jeździć na zloty motocykli wojskowych. No i najważniejsze: tuning. A więc komar miał splanowaną głowicę, filtr Kaendena, Dynodżeta i wydech Remusa. Jednym słowem miodzio. Nastała sobota. po całym tygodniu wjeżdzania się w sprzęt Kapturek postanowił: – Dzisiaj pojadę do babci! (tak szczerze mówiąc, to Kapturek tak się wciągnął w te klocki (czytaj – jazde Komarem), że nie miał ochoty odwiedzać babci, ale kasy na benzyne brakowało, a i OC mu wychodziło a babcia zawsze pomoże w potrzebie. Czerwony Kapturek Zapakował wszystkie smakołyki i lekarstwa do tankbaga i ruszył w droge. Jedynka łyyyyyyżka, dwójka – łyyyyyyyżka, trójka -łyy… dwójka – łyyyżka. Na budziku 8 dych!
– Ja cie piernicze, ale ten piździk pogina! – Nagle ni z tego ni z owego: Uuuuuuu – Co jest kurde! Co za szajs mi ten Lis sprzedał – krzyczał spod skorupy Kapturek. Jednak po chwili dodał: – Nie, to pewnie nagar! – Wrzucił dwójkę, sprzęgło i heja: pedałuje. Po chwili rzeczywiście trochę lepiej i Komar znowu zasuwa jak przedtem. Czerwony Kapturek zadowolony, że tak udało mu się przechytrzyć swoją maszyne, zaczął sobie nucić Paranoid:
– Jade, jade na motorze! Wiater mi owiewa twarz! Mam na sobie czarne spodnie, a na … I nagle znowu: Uuuuuuu – Kurna znowu nagar! Zaraz przepali – i stała procedura: sprzęgło i jechanie z tym koksem. Pedałuje, pedałuje, a tu nic i silnik jak robił uuuu, tak robi, w końcu stanął na amen.
– Zaraz, zaraz jak to? Przecie to nie mógł być nagar, bo ja na bezołowiówce jeżdże! Co by się kurna miało na świecy odkładać?! Napewno nie ołów! (Kapturek czytał fachową literaturę i wiedział co i jak).
– Więc ossochozzii? – Wtem z krzaków wychodzi Wilk (typowy cynol z siedmiomilowego lasu: dresik, komóreczka, włosy na galarat). – Graba Czerwony tej – zagaił Wilk. – Noo czeeść – odpowiedział Kapturek. – Co jest, sprzęcik się rozpieprzył? – Tu trzeba dodać, że Wilk był prawdziwą motonitą i po prostu wypadało zagaić. Aha, Wilk ujeżdzał WSK 125.
– No kurna nie wiem co jest! – wyżla sie Kapturek. – Początkowo myślałem, że to nagar, ale przecież jeżdzę na bezołowiówce 98 – (dziewięćdziesiąt osiem – powiedział wyraźnie podnosząc przy tym palec wskazujący dla spotęgowania siły przekazu).
– E98!? To gówno nic nie daje. Ja od jakiegoś roku leje Wipałer! To ma dopiero POWER tej! Ty, Czerwony, no daj sie karnąć.
– Czy ty z własnym hu… na łby się pozamieniałeś, czy co? – Ździwił się trochę Kapturek – przecież widzisz, że nie pali.
– A jak odpale, to dasz się karnąć? – spytało wilczysko.
– Dobra niech stracę, ale jak nie odpali za drugim kopem, to mi browara stawiasz. O.K.?
– Git! – uradował się Wilk. Jak już wcześnij wspominałem , Wilk znał sie trochę na rzeczy. Spojrzał tylko na silnik i patrzy, a tam fajka spadła ze świecy (świeca – całkiem niezła, sportowa: Engieka). Wyciągnał gumę ze słoika od ogórków i przymocował fajkę (sprawdzone – przyp. autor). Rozsiadł się wygodnie na siodle i zapedałował.
– Uuuuuuuu – warknął silnik. Kapturek już zacierał ręce, ale po chwili silnik znowu zagadał:-Ramtamtamłubudu, ramtamtamłububu.
– Jednak co Remusik to Remusik – westchnąła z dumą dziewczynka.
– I co, dasz sie karnąć? – spytałWilk.
– Jak obiecałam, to obiecałam. Tylko uważaj, on jest rasowany!
– Coooooo?Aile za niego dałaś?
– Ca/e 75 złotych – odpowiedział z dumą Czerwony Kapturek.
– Hooliipa, żeś przywaaalita tej -wrzasnął Wilk – ja mam Wueske już tydzień i muszę se kupić nową (czwórkę – przyp. autor), bo te już wszyscy widzieli. Tu dodać należy, że Wilk miał Dżabadakę wartą podobno tyle co trzy Eshaelki. Byt nią nawet parę razy na torze w Poznaniu i kilka pucharów wyrwał, przez co zyskał szczególne poważanie wśród kumpli z lasu. Wilk wsiadł, jedynka, łączek i po garach… yyyypo garze.
– Tylko uważaj! – zdążył dodać Kapturek.
– Me bój żaby, nie takim sprzętem się śmigało.
– Tyle że on jest raso….- nie dokończył Kapturek, bo Wilk właśnie zaczął palić gumę.
– Jaaacieszpierniczeesz, ale to ma POOOLER tej! – wrzeszczał opętany prędkością Wilk. Po setce gum, bącz-ków i innych akrobacji Wilk zniknął z pola widzenia Kapturka. Minęło 10 minut. 15,20, minęła godzina, dwie. pięć.
– Kuma ja go zatłukę! No nie ma go! Wycykał mnie dupek zaś…! -Tu Czerwony Kapturek dodał jeszcze parę zwrotów, przy których wcześniejsze wyrażenia to matę piwo (po prostu biedaczka zdenerwowała się trochej. Zupełnie sama, daleko od domu, do babci też daleko, bez moto… roweru. Co tu robić? – Może na stopa coś wyrwę -pocieszał się Kapturek. Wczasie kiedy Kapturek rozmyśia! jak dostać się do babci, Wilk rozkoszował się jazdą. – Kurde, ten Komar idzie iepiej niż Ceśka mojego szwagra! O polana, zaraz sprawdzę ile pójdzie! – Wilk położył się na baku, podkurczył nogi i odkręcił rolgaz. Poginał dokładnie 121.7 km;h. Nagle skończyła się polanka i zaczął się gęsty las. – Dam se po heblach, nadrzuci mi tył, nawrócę i pojadę oddać Komara Kapturkowi – analizował w myślach swoje dalsze Dostępowanie. – Dobra: Hebel! …ale co jest? Gdzie tu jest hamulec? – przelacialo po głowie Wilka to pytanie no i…. JEB! prosto w drzewo. Po prostu nie wiedział, że Komarem z pedałami hamuje się tak samo jak rowerem. Cale szczęście, że Wilka odrzuciło do miękkiego paśnika, ale z moto… rowerem nie było tak wesoło.
-Ów mordę! Chyba pękła rama. Czerwony mnie zabije jak to zobaczy -rozpaczał Wilk. A kumple z lasu to mnie przecież śmiechem ubiją – cza będzie coś z tym zrobić. O w mordę kopane tej! Rankiem Czerwony Kapturek dojeżdżał wreszcie do babci (złapał w końcu stopa, ieśniczy go podwiózł Tarpanem, t/m samym co go chciał wcześniej Czer,vony kupić). Już miał pukać do babcinych drzwi, ale postanowił sobie jeszcze zajarać. Wyciągnął z kieszeni Popka i zapalił, l tak… spojrzał tak sobie w lewo. spojrzał wprawo…/…
– Kurna, mój Komar! – wrzasnął nie w/pluwaiąc fajki. Rzeczywiście, po drugiej stronie ulicy stał prawie taki sam Komar jak jego, tyle tylko że ten był opaćkany podkładówką. – Eeetam, to nie mój! – Machnął ręką Kapturek- Ja tam miałam ładny zielony kolor, a nie jakiś taki posrany. Swoją drogą widać, że wydech Remusa sprawdza się w tych sprzętach, bo sobie też gościu założył. Eeech, jak ja dorwę tego Wilka, to mu giry z dupy powyrywam. – Potem to aż łezka poszła Kapturkowi ze wzruszenia -A jak ładnie gadał, hmmm – dodał wycierając smarki rękawem. – Eech! Sztachnął się jeszcze raz Popkiem, zadusił peta na wycieraczce i zapukał do babci.
– Kto tam – usłyszał piskliwy głosik.
– To ja, twoja kochana wnusia – odpowiedziała grzecznie dziewczynka.
– A wejdź kochanie! (chyba każdy kto zna bajki wie, że w łóżku leżał Wilk przebrany za babcię. Wilk miał szwagierkę w Kasie Chorych i migiem załatwiła babci miejsce w sanatorium, o które starowinka zabiegała bezskutecznie już trzeci rok. Ledwo zdążył odwieźć babcię na pociąg, gdy ujrzał Kapturka wsiadającego do Tarpana leśniczego. Ale Komar był przecież dużo szybszy…).
– Cześć kochana babuniu – powiedział Czerwony Kapturek – O jak ty dziwnie wyglądasz. Pewnie jesteś chora?
– Tak skarbie, przeziębiłam się – odburknął Wilk (…to znaczy niby-babcia).
– A dlaczego tak dziwnie mówisz? -spytał Kapturek.
– Mówiłam ci już, że się przeziębiłam – zaczął wkurzać się Wilk.
– Babciu, babciu a dlaczego masz takie duuuże uszy? – Wilk już powoli się wkurza, bo Kapturek może go zdemaskować.
– A żeby cię lepiej i dokładniej słyszeć wnusiu – odparł ze spokojem Wilk (ale już bardzo zdenerwowany).
– Aha. Babciu, babciu, a dlaczego masz taaakie wielkie zęby?
– Żeby cię gówniaro zje… yyyy -opanował się i poprawił, bo to nie ta bajka – yyyyy, żeby kochanie zjeść te wszystkie smakołyki, które mi przywiozłaś.
– Aha. A babciu, babciu, dlaczego masz takie duuuże oczy. Takie jakieś czerwone i przekrwione? – spytała grzecznie dziewczynka. Czerwony ze złości i w ogóle wkurzony na maksa Wilk ryknął:
– Kurde!!! Bo całą noc ci spawałem ramę od Komara, ty kufniaro jedna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.